Kiedy patrzę na moje dzieci to czuję się czasem zmurszałą staruszką. Strach się bać, te dzieciaki mają palce przystosowane do ekranów dotykowych i nie dziwią się, kiedy gada z nimi elektroniczny kot z iPhone’a! W ogóle niczemu się nie dziwią. Mają problem ze zrozumieniem idei sikania do nocnika, ale zupełnie nie widzą problemu w obsłudze dvd.
Tu nie chodzi o to, że będą mówiły po angielsku lepiej ode mnie. Chodzi o to, że one rzeczywiście są “digital natives”, a ja “digital imigrant”. One nie znają świata bez technologii i internetu, ja taki świat doskonale pamiętam. Czy to będzie miało wpływ na to jak będą uczyć się i pracować? I czy to wpłynie na nas – cyfrowych staruszków, którzy będą gośćmi w ich świecie?
Podręczniki na tablety, lektury na Kindle
Dzieciaki powoli przestawiają się z plecaków na walizeczki na kółkach z bakuganami. I świetnie, po cholerę mają taszczyć te wszystkie podręczniki na swoich strudzonych plecach, które i tak ulegają powolnej idiopatycznej skoliozie w ławkach szkolnych. A gdyby podręczniki były na tabletach? Czy to by nie było piękne? Pamiętam kiedy trzeba było zapisywać się w bibliotece na lektury – byłoby cudownie, gdyby lektura znalazła się na czytniku w rodzaju Kindle’a dzięki jednemu kliknięciu. Dzięki Google Docs mogą jednocześnie pisać referat w zespole, nie muszą już przepisywać zeszytów – mogą zeskanować strony i wysłać sobie mailem.
Nie ma potrzeby dzienniczków ucznia – nauczyciel ma pełny dostęp do rodzica i nie musi wierzyć w ściemy żadnego bezczelnego gówniarza. Niektórzy rodzice mogą nawet popatrzyć czym zajmuje się jego dziecię w przedszkolu wchodząc na zabezpieczoną stronę w internecie. Zapewne nie będzie problemem, jeśli nauczyciel będzie chory – zrobi odpowiednią lekcję dzięki live streaming. Jeśli uczeń ominie lekcję będzie mógł ją sobie ściągnąć i obejrzeć, a później wykonać test sprawdzający wiedzę. Zero latania po kolegach z zeszytem i żebrania o notatki.
Montessori i Results Only Learning Environment
Jakiś czas temu odwiedziłam pięciogwiazdkowy hotel w okolicy Wilna. Mimo prześlicznych okoliczności przyrody była to najgorsza pięciogwiazdkowa obsługa, jaką w życiu widziałam. Zapytany o fatalną jakość menedżer z rodowodem niemieckim odpowiedział, że faktycznie nie mogą sobie poradzić z mentalnością Litwinów, odziedziczoną po poprzednim systemie: brak samodzielnego myślenia, decyzyjności i spychologia, kompletna niechęć do rozwiązania problemu spowodowała, że produkt sprzedawany przez ten hotel był po prostu marny. Pomyślałam sobie wtedy, że będę się mocno starać, żeby moje dzieci potrafiły odważnie podejmować decyzje, nawet jeśli będą się przez to musiały zmagać ze światem i jego szujami.Jak nauczyć dzieci odwagi i samodzielności w podejmowaniu decyzji wraz z braniem za nie odpowiedzialności?
Ostatnio sporo się mówi o tzw. mafii Montessori. Brzmi niemal tak samo tajemniczo jak masoneria i podobną budzi trwogę. Do placówek (przedszkoli i szkół) Montessori coraz częściej wysyłamy swoje dzieci, choć do końca nie wiemy czy wkładając nasze ukochane pociechy w nowy sposób uczenia, nie wyjmiemy jakichś cudacznych cyborgów. Maria Montessori wymyśliła metodę, której podstawą jest samodzielne uczenie się (a nie nauczanie przez nauczyciela) za pomocą eksperymentów. Nauczyciel jest po to, żeby pomóc i ewentualnie posprzątać. Środowisko nauczania w Montessori jest oparte na współpracy bez ocen i testów oraz zróżnicowane wiekowo klasy i grupy przedszkolne. Coraz więcej jest głosów, że eksperyment chyba się powiódł.
Profesor Jeffrey Dyer z Brigham Young University i Hal Gregersen ze szkoły biznesu INSEAD zbadali ponad 3 tysiące specjalistów oraz 500 osób, które wymyśliły innowacyjny biznes lub produkt. I co się okazało? Większość innowatorów pochodziła z przedszkoli Montessori, gdzie nauczyli się jak podążać za własną ciekawością!
Kiedy amerykańska dziennikarka Barbara Walters zapytała twórców Google’a, czy ich sukces zawdzięczają rodzicom – nauczycielom akademickim odpowiedzieli, że nauczyli się innowacyjności w przedszkolu Montessori. Will Wright, twórca “The Sims” powiedział, że Montessori nauczyło go radości odkrywania. Jeff Bezos, założyciel Amazona przyznał, że trzeba go było siłą odrywać od eksperymentów i prób rozwiązania problemu właśnie w przedszkolu Montessori. Macie jeszcze wątpliwość, że istnieje mafia Montessori jako nieformalne i niezaplanowane stowarzyszenie innowatorów?
Jeśli sądzicie, że Montessori to nowe jutro, powinniście poznać coś, co nazywa się “Results Only Learning Environment“. Pochodna Results Only Work Environment wykorzystuje w szkole 13 postulatów pracy w oparciu o rezultat. W środowisku nauki opartym o rezultat niektóre z tych postulatów wyglądają następująco:
1. Uczniowie mogą przestać zajmować się rzeczami, które są stratą ich czasu, czasu nauczycieli i rodziców.
Hmm. Pomyślmy co za moich czasów (wcale nie tak dawnych) było stratą czasu? Na pewno odpytywanie na każdej lekcji jakiegoś zdenerwowanego biedaka. Czytanie na głos kawałków książki, byle tylko czytać. Omawianie teorii na matematyce. Omawianie teorii na fizyce. Omawianie teorii gdziekolwiek. Oraz kilkadziesiąt innych czynności, które były kompletnie idiotyczne.
2. Uczniowie mogą uczyć się w każdy sposób, jaki sobie wymyślą.
Zapewne dotyczyło to niejakiego Bartka z mojego liceum, który wysadził w powietrze babcię za pomocą saletry.
3. Uczniowie powinni czuć się każdego dnia jakby to była sobota.
No fakt, w sobotę człowiek ma najwięcej pary i inicjatywy do działania. No chyba, że w piątek zabalował. W niedzielę mniej więcej po południu w głowie większości znanych mi uczniów zaczynał panował nastrój ponury i mało sprzyjający procesowi poznawczemu. I tak już zostawało do piątku.
4. Szkoła nie jest czymś, do czego idziesz. To coś, co robisz.
W moich czasach szkoła była budynkiem, gdzie się szło i słuchało nauczycieli. Jako umysł niepokorny samodzielnie korygowałam to postrzeganie, zostając w domu z moimi książkami, jeśli uważałam, że w ten sposób nauczę się więcej i z uśmiechem pobłażania odbierałam nieodpowiednią ocenę z zachowania. Przy pełnym poparciu mojej rebelianckiej mamy i hipisowskiego taty i tak też zamierzam postępować z moimi dziećmi.
5. Nikt nie powinien czuć się winny, przepracowany lub zestresowany.
Powiedzcie to Markowi z podstawówki. Zawsze zastanawiałam się jak bardzo musi trząść mu się ręka, że pisze na tablicy kropeczkami.
Stary niedźwiedź mocno śpi
Moja pracująca w szkole koleżanka ze zgrozą opowiada, że w dzisiejszej polskiej szkole publicznej panują dokładnie takie same zwyczaje jak niegdyś. Przed wejściem do klasy osobno ustawiają się chłopcy, osobno dziewczynki, nie wolno biegać po korytarzu i głośno mówić, należy być cicho na lekcji, nie zadawać niewygodnych pytań, bać się nauczyciela i broń boże nie kwestionować wszechwładzy autorytetu.
Postawcie naprzeciw siebie obie grupy uczniów: tych po szkołach uczących samodzielnego myślenia, którzy pytają “dlaczego nie?” i tych po tradycyjnej szkole, którzy nauczeni są nie pytać. Po której stronie jesteście? Po której stronie chcielibyście postawić swoje dzieci?
W amerykańskich szkołach nowe metody nauczania przedostają się ze szkół prywatnych do publicznych. I powoli są już efekty. Uczniowie uczeni są:
-samodzielnego myślenia
-kwestionowania ustalonych prawd
-efektywności i produktywności.
Amerykański biznes powoli dochodzi do wniosku, że aby dobrze zarabiać pieniądze trzeba uczyć pracowników dokładnie tego samego, czego uczy dzieci metoda Montessori i ROLE (Results Only Learning Environment)! Najbardziej dynamiczne amerykańskie firmy uważają, że liczą się tylko precyzyjnie ustalone rezultaty i samodzielność w myśleniu i w pracy. Oznacza to, że należy wyeliminować albo zredukować powtarzalne czynności, koordynację pracy w różnych miejscach i czasie, wprowadzić szybkie sprawdzanie statusu zadań za pomocą systemów w miejsce długich spotkań statusowych i niekończących się prezentacji w PowerPoint, wyeliminować konieczność podróżowania wprowadzając wirtualne zespoły i pracę w chmurach. Takie firmy jak Google zachęcają do innowacyjnego myślenia, formalizując to w formie 80/20, czyli podarowanych 20 procent czasu pracy na własne projekty. Kto pierwszy ten lepszy.
Nowe środowisko pracy to właśnie “digital natives” – nasze dzieci. Póki co wejdą w świat zmurszałych staruszków, przyzwyczajonych do systemu, gdzie ważniejsza od rezultatów pracy jest obecność przy biurku, nie wiedzą co to jest praca w chmurze i nie potrafią pracować w wirtualnych zespołach, a pracę, którą mogliby wykonać w 2 godziny robią w 8. To te dzieciaki ostatecznie pokażą nam w jak czarnej dupie jesteśmy z naszymi “starymi, dobrymi” metodami pracy od 9-17. Pozostaje mi mieć nadzieję, że pozbędą się nas w miarę szybko, bo daleko na tym ślamazarnym wózku nie zajedziemy.
Czytaj inne wpisy
- Kolejny: » Co 25 szef to psychopata! Czy Twój szef też?
- Poprzedni: « Jak wdrożyć flexi w firmie – 4 wskazówki
Komentarze ( 2 )
Ciekawe, musze sobie o tym poczytac. To ze obecna szkola to pozostalosc po dawnych miejscach tresury odzwiernych, wie kazdy. Ale moj niepokoj budzi wrzucanie do jednego worka kreatywnosci i nieporzadku (bieganie po korytarzu, ustawianie sie w parach przed wejsciem). Czy uczylas w szkole? Lub osoby ktore sie zgadzaja i zgodnych chorem krzykna ze nasza szkola jest zla uczyly? Sprobujcie, a zobaczycie o czym mowie. Obecne dzieci to w wiekszosci horda barbarzyncow bez zadnych wyzszych uczuc, ktore nie potrafia skupic sie na czymkolwiek. Jedyne wyzsze cele jakie im przyswiecaja to wyzszy numer iPoda. I to wina rodzicow, choc to ukrywaja sami sa tacy.
Zachowania jak w opisanym Montessori moga sie tylko udac w przyypadku odpowiedniego doboru dzieci. Badzmy szczerzy, nie wszystkie sie do tego nadaja. I spora czesc rodzicow rowniez nie udzwignie takiego wyzwania. A najmniej ich jest wsrod przekonanych o geniuszu wlasnych dzieci mentalnych korposzczurow bez zadnego czlowieczenstwa.
Nie zgadzam się z Adamem. Jestem mamą 12-latka, normalnego chłopca, a nie żadnego barbarzyńscy. Odwiedzają nas jego koledzy, mamy o czym ze sobą rozmawiać, są bystrzy, wrażliwi, weseli. Zakładanie, że wszyscy chłopcy albo dzieci nie mają życia wewnętrznego to ogromny błąd, nie wolno tak myśleć. Jeżeli Adam pracujesz w szkole, to nie powinieneś. Z takim mysłeniem możesz wyrządzić dzieciakom spora szkodę, sobie również. Skończyłam pedagogikę, 180h Montessori. W każdym dziecku widzę człowieka, który pragnie akceptacji i życzliwości. I tylko tyle.
